ŹRÓDŁO - Prawda i mity


Nr 3/2004

Kwartalnik
Krajowej Izby Gospodarczej
"Przemysł Rozlewniczy"

 

 

Tadeusz Wojtaszek

Prawda i mity o wodach mineralnych

i innych wodach butelkowanych

 

Zdrowie i życie człowieka  zależy w dużej mierze

od rodzaju i jakości wody, którą na co dzień  pije.

                                 Prof. Julian Aleksandrowicz

 

 W ciągu ostatnich kilkunastu lat tak wielokrotnie zmieniały się przepisy o wodach mineralnych, że dzisiaj już niewiele osób wie, czym naprawdę są wody mineralne i jakie one właściwie są. W ukazujących się szczególnie teraz latem publikacjach mnożą się różnorodne opinie i oceny, które w wielu przypadkach nie mają nic wspólnego z prawdziwą wartością tych wód. I taka jest pierwsza prawda

 

Wody mineralne, jak sama nazwa wskazuje, to wody, które zawierają składniki mineralne, ale pod warunkiem, że w takiej w ilości, w jakiej mogą mieć znaczenie dla organizmu człowieka.


        Pojęcie wody mineralnej po raz pierwszy zdefiniowano na Międzynarodowym Kongresie Balneologicznym w Nauheim w 1911 roku. Intuicyjnie, ale zupełnie trafnie uznano, że za takie wody można uznać te, które mają, co najmniej w jednym litrze1000 mg składników mineralnych. W takich wodach zawsze znajdzie się, chociaż jeden składnik mineralny w takiej ilości, że może oddziaływać fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka. Również w hydrogeologii uznaje się za wody mineralne tylko te, których ogólna mineralizacja wynosi ponad 1000 mg/l, natomiast te, których ogólna mineralizacja jest mniejsza niż 500 mg/l - zwane są wodami zwykłymi lub słodkimi, pozostałe, w granicach mineralizacji od 500-1000 mg/l zwane są akratopegami.

 

W 1990 roku nierozsądnie wprowadzono w Polsce przepis mówiący, że wystarczy by woda miała tylko 200 mg składników mineralnych, by nazwać ją wodą mineralną. Było to oczywiście bez sensu, ale skwapliwie wykorzystali to producenci i rynek został dosłownie zalany zwykłą wodą, jako rzekomą wodą mineralną. Na rynku ukazało się blisko 600 pseudo wód mineralnych. Konsumenci pili zwykłą wodę ciesząc się, że piją wartościowe wody mineralne dostarczające im tak bardzo potrzebne do prawidłowego funkcjonowania organizmu składniki mineralne. I to był jeden wieki mit!  Ten fatalny przepis zmieniono dopiero w 1997 roku, ale przez wiele lat producenci opierali się w reklamie swoich produktów na ukształtowanej już świadomości konsumentów, że każda woda w butelce jest wodą mineralną. Jest to mit, który funkcjonuje w dalszym ciągu, chociaż już coraz więcej osób rozumie te różnice.


           Generalnie wody butelkowane dzielą się na trzy rodzaje: naturalne wody mineralne, naturalne wody źródlane i wody mineralizowane zwane stołowymi. Poza tą klasyfikacją są jeszcze lecznicze wody mineralne, ale te nie nadają się do powszechnego użycia i traktowane powinny być jako czynnik farmakologiczny stosowany według wskazań lekarskich.

 Zmieniające się przepisy coraz to inaczej opisują różne rodzaje wód, często wprowadzając kolejne zamieszanie w tej dziedzinie i tworząc kolejne mity. Jaka jest zatem prawda? A wiec po kolei.

 Za wodę mineralną można uznać taką wodę, która ma, co najmniej jeden składnik mineralny, działający fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka i taka woda jest wodą profilaktyczno-zdrowotną.

 Zawartość tych składników jest ściśle określona i ma zasadnicze znaczenie przy uznaniu wody za wodę mineralną. Wody mineralne mogą zawierać nawet do 70 różnego rodzaju składników, jednak praktyczne znaczenie ma właściwie tylko dziesięć, które należy uwzględnić przy doborze wody dla potrzeb własnego organizmu. Są to: magnez, wapń, wodorowęglany, chlorki, sód, siarczany, fluorki, jodki, żelazo i dwutlenek węgla. Inne, takie jak: potas, lit, bar, stront, mangan, brom, cynk, miedź itp. występują w tego typu wodach w tak małych ilościach, że nie mają praktycznie większego znaczenia.

 Najważniejsze z nich to magnez i wapń, bo ich znaczne niedobory występujące w naszej codziennej diecie można znacznie zniwelować pijąc wodę zawierającą te minerały. Szacuje się, że w typowej dziennej diecie przeciętnego Polaka brakuje 1/3 tych bardzo potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu bioopierwiastków. Magnez bierze udział w ponad 300 procesach biochemicznych i dlatego decyduje o prawidłowej czynności układu immunologicznego i nerwowo-mięśniowego. Zapobiega chorobom nowotworowym, miażdżycy naczyń krwionośnych, zawałom i kamicy nerkowej. Zapobiega zaburzeniom ciąży i opóźnieniom rozwoju płodu. Przeciwdziała stresom, zmniejsza napięcie nerwowe, likwiduje zaburzenia pracy serca i szkodliwe skutki działania alkoholu. Chroni przed zatruciami związkami fluoru, rtęci, ołowiu i innych metali ciężkich oraz zmniejsza skutki wpływu zanieczyszczeń przemysłowych na organizm. Wapń jest podstawowym składnikiem kości i zębów. Wpływa korzystnie na przemianę materii i jest niezbędny do utrzymywania normalnej czynności serca i prawidłowej aktywności układu mięśniowo-nerwowego. Ułatwia leczenie niektórych procesów zapalnych, zapobiega chorobom nowotworowym i osteroporozie. Szczególnie dużo wapnia potrzebują dziewczęta w okresie dojrzewania i kobiety w okresie menopauzy. Codziennie brakuje nam około 100 mg magnezu i co najmniej 200 mg wapnia. Te ilości można łatwo uzupełnić pijąc wody mineralne zawierające w jednym litrze, co najmniej 50 do 100 mg magnezu i powyżej 150 mg. wapnia.

 Prawda jest jednak taka, że nie wszystkie wody mineralne posiadają w takiej ilości te cenne składniki, ale wystarczy spojrzeć na etykietę na butelce i już wiadomo, która woda może dostarczyć naszemu organizmowi tych niezbędnych do jego prawidłowego funkcjonowania składników mineralnych, które ponadto występując w wodzie w formie zjonizowanej są łatwiej przyswajalne niż w innych preparatach. Korzystnie jest żeby proporcja tych składników wynosiła 1:2. Natomiast ta proporcja nie ma żadnego znaczenia, kiedy tych pierwiastków jest mało, a niektórzy producenci tym chwalą swe wody, i to jest chyba bardziej śmieszne niż prawdziwe. I to jest kolejny mit.

 Innym mitem jest przekonanie, że woda jest niedobra, bo odkłada się przy gotowaniu kamień w czajniku. Nic bardziej błędnego. Miękka woda pozbawiona przede wapnia i magnezu jest dobra do pralek a nie dla organizmu człowieka!. Ludzie pijący twardą wodę tak jak np. Gruzini maja zdrowsze serca i żyją dłużej, a Finowie, którzy pili miękką wodę polodowcową najczęściej umierali nawet w młodym wieku na zawał serca. Według ostatnich statystyk medycznych również w Polsce obserwuje się zjawisko dłuższego przeciętnego życia mieszkańców Polski południowo wschodniej gdzie występuje twarda woda o podwyższonej zawartości magnezu i wapnia. Pierwiastki te regulują również pracę nerek i co może nawet wyglądać paradoksalnie, zapobiegają tworzeniu się kamieni i złogów.

 Niestety niewielką uwagę przywiązuje się do wodorowęglanów znajdujących się w wodzie mineralnej a mają one duży znaczenie dla organizmu człowieka i dają najbardziej odczuwalne, prawie bezpośrednio po wypiciu efekty. Wodorowęglany alkalizują kwasy żołądkowe i są korzystne dla osób cierpiących na nadkwasotę przynosząc ulgę w tych dolegliwościach. Wody o wysokim poziomie wodorowęglanów wpływają korzystnie na ustrój w początkowych stadiach cukrzycy, obniżają zawartość cukru we krwi i moczu, obniżają wydzielanie acetonu i korzystnie wpływają na działanie insuliny oraz regulują pH krwi. Natomiast wód zawierających duże ilości wodorowęglanów, powyżej 600 mg w litrze nie powinni pić w dużych ilościach ludzie mający niedokwasotę a ponad 1000 mg/l ludzie zdrowi, bo to może zaburzyć ich procesy trawienne. I to jest prawda, jakiej nie zna wiele osób.

 Kolejnym mitem, co gorsza usankcjonowanym przepisami jest klasyfikacja według ogólnej mineralizacji wody. Według tych przepisów wodę klasyfikuje się wodę jako: niskozmineralizowaną, średniozmineralizowaną i wysokozmineralizowaną, a ostatnio nawet wprowadzono wodę mineralną bardzoniskozmineralizowaną, o zawartości poniżej 50 mg składników mineralnych w jednym litrze wody, co wygląda na kompletne pomieszanie z poplątaniem, czyli jest to woda mineralna bez minerałów.

 Składniki mineralne są równie ważne dla organizmu człowieka jak witaminy. Ale na produktach z witaminami nie podaje się ogólnej sumy zawartości witamin, bo było by to zupełnie bezsensowne. Inne przecież działanie ma witamina A, inne witamina D, inne witamina E, i w innych zupełnie ilościach są organizmowi potrzebne. Podaje się te witaminy, które mają określoną wartość odżywczą. I tak powinno być w przypadku składników mineralnych.

 
         Taka klasyfikacja wód mineralnych nie charakteryzuje oddziaływania określonej wody na organizm człowieka, bowiem inne ma znaczenie w 1 litrze 50 mg magnezu a inne 1000 mg wodorowęglanów, chociaż wielkości te mogą zaważyć o zakwalifikowaniu pierwszej wody do wody niskozmineralizowanej a w drugim przypadku do wody wysokozmineralizowanej. Jeszcze bardziej mylące może być zsumowanie ilości w wodzie takich składników jak np. jodu, który występuje w litrze wody przeważnie dziesiętnych częściach miligrama i chlorków występujących w wodach mineralnych w setkach miligramów. Obowiązuje przecież generalna zasada, że nie sumuje się wartości nieprzystających do siebie. Taka kwalifikacja jest dla konsumenta podstawą do błędnej oceny charakteru danej wody, bo jedynym słusznym kryterium klasyfikacji wody mineralnej powinno być ustalone już i stosowane w praktyce kryterium uwzględniające jeden względnie więcej składników mineralnych o właściwościach odżywczych lub dietetycznych.

 Kompletnym nieporozumieniem jest kwalifikacja według sumy składników mineralnych w stosunku do naturalnych wód źródlanych. Wody źródlane nie posiadające w dostatecznej ilości składników by być wodami mineralnymi, nie powinny być kwalifikowane w ten sposób, bo one z punktu widzenia funkcjonalnego z tego powodu nie liczą się dla organizmu. Jest ich po prostu tak mało, że nie spełniają żadnej roli odżywczej lub fizjologicznej. Przecież chyba po to ustalono ilościowe kryteria w stosunku do wód mineralnych, żeby określić, kiedy woda posiada w dostatecznej ilości dany składnik mineralny, który liczy się w ogólnym bilansie żywieniowym a kiedy ich nie ma i nie jest wodą mineralną. Kryteria te, i ich zapisy na etykietach wód są bardzo mylącą informacją dla konsumenta, bo wprowadzają w jego świadomość zupełnie inne motywy doboru wody aniżeli wynikać powinny z zawartości poszczególnych składników mineralnych, co jest sprawą zasadniczą.

 

Do bardzo mocno eksploatowanego mitu przez producentów jest mit o znaczeniu sodu w wodach mineralnych. Nawet twórcy przepisów ulegając temu mitowi stworzyli kiedyś specjalną kategorie wody mineralnej niskosodowej nie zawierającej we wcześniej określonych przez nich samych kryteriach, takiej ilości składników mineralnych, które miałyby znaczenie fizjologiczno–odżywcze. A wiec stworzono kategorie wody mineralnej bez minerałów. No, ale skoro jest piwo bezalkoholowe, margaryna bez cholesterolu i cukierki bez cukru, to, czemu nie miałoby być wody mineralnej bez minerałów? Śmieszne, ale prawdziwe. Za wodę mineralną uznano, bowiem wodę o ogólnej mineralizacji już od 500 mg/l, co jest zaprzeczeniem ogólnie przyjętego kryterium, że wyróżnikiem wody mineralnej jest zawartość w 1 dm³, co najmniej 1000 mg rozpuszczonych składników mineralnych lub jednego składnika mineralnego o właściwościach odżywczych. Jeżeli zaś tego sodu praktycznie nie ma w takiej wodzie, jak również nie ma innych znaczących składników mineralnych (w wodzie o zwartości poniżej 1000 mg/l) to, czemu taką wodę nazywać wodą mineralną skoro ona nią nie jest. Ale przepis tak mówił i chociaż teraz istnieje w tej sprawie inny zapis, mit pozostał i pewno będzie długo funkcjonował zwłaszcza, że na niektórych butelkach już na trwale zapisano zawartość sodu w ilości 0,0003 %, co jest zupełnie niepoważne, bo w ogóle nie wiadomo, o co tu chodzi, no ale działa na wyobraźnie. Sód ma duże znaczenie w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu człowieka i zarówno jego niedobór jak i nadmiar może być szkodliwy. Przy przeciętnym spożyciu dziennym około 12 g soli (NaCl), dostarczamy organizmowi około 5000 mg sodu, a więc picie wody o zawartości nawet do 250 mg sodu niewiele wpływa na nasz bilans sodowy, bo stanowi to zaledwie 5 % dziennego spożycia. Jeżeli jednak ktoś chce pić ze względów dietetycznych wodę niskosodową to praktycznie każda woda źródlana jest wodą niskosodową. Natomiast, jeżeli znajdzie się woda mineralna o zawartości sodu poniżej 20 mg/l to można by taką wodę tak oznaczyć.

 

Mało zwraca się uwagę na zawarte w wodach mineralnych chlorki, ich ilość jest znacznie zróżnicowana w wodach mineralnych, od kilku do ponad półtora tysiąca miligramów w jednym litrze. Zazwyczaj w większych ilościach występują w wodach wespół ze zwiększoną ilością sodu. Anion chlorkowy występuje w soku żołądkowym w postaci kwasu solnego, a jako chlorek sodu utrzymuje właściwe ciśnienie osmotyczne krwi i płynów ustrojowych. Sód występujący w cieczach ustroju jest podstawowym czynnikiem wpływającym na jego gospodarkę wodną. Zapobiega odwodnieniu organizmu i utrzymuje równowagę kwasowo zasadową. Sód jest także moderatorem krwi. Podczas ciężkiej pracy fizycznej w czasie uprawiania sportu i w dni upalne następuje intensywne wydzielanie z organizmu soli z potem, co może spowodować jej niedobór objawiający się osłabieniem, szybkim zmęczeniem a nawet mdłościami. Picie wód chlorkowo-sodowych w takich sytuacjach pozwala na uzupełnienie ubytków soli i wpływa wybitnie dodatnio na samopoczucie i wydolność organizmu. Przy dużym ubytku soli z organizmu spowodowanym bardzo intensywnym wysiłkiem zalecane jest picie wody zawierającej w jednym litrze nawet do 1000 mg sodu i 1500 mg chlorku. Prawda jest taka, że w czasie upałów i przy dużym wysiłku nie powinno się pić zwykłej wody bez soli mineralnych. Zwykła woda rozcieńcza w organizmie elektrolity, które stymulują prace serca i w skrajnych przypadkach może ono odmówić posłuszeństwa. Przykładem tego mogą być nagłe zgony piłkarzy i biegaczy, których serce przestało pracować.

 

Można jeszcze doszukiwać się w wodach takich mikroskładników jak jod, fluor i żelazo. Ale praktycznie nie ma już wody o znaczącej ilości fluoru (1,5-5,0 mg/l) a znaczącą granicę określającą początek oddziaływania fizjologicznego jodu wynoszącą 0,5 mg/litr, przekracza w nieznacznym stopniu tylko kilka wód mineralnych. Ale szukać ich warto, bo brak jodu doprowadza do niedoczynności tarczycy i jest przyczyną wola. Niedobór jodu wpływa niekorzystnie na przebieg ciąży, jest przyczyną zaburzeń rozwoju płodu, ma ujemny wpływ na rozwój psychiczny dzieci i młodzieży. Powoduje też ociężałość umysłową i mniejszą wydajność w pracy. Na obszarach gdzie poziom jodu w wodzie pitnej jest bliski zera, notuje się najwięcej schorzeń tarczycy. Cennym źródłem jodu mogłyby być wody mineralne, w których jego zawartość wynosiłaby od 0,5 – 10,0 mg/l. Duże znaczenie dla organizmu może mieć zawarty w wodzie mineralnej dwuwartościowy jon żelaza. Jest on najbardziej przyswajalną postacią żelaza do ustroju. Wody takie oddziaływają dodatnio przy niedokrwistości i wzmagają przemianę materii. Kiedyś podawano, że wody zawierające sole żelaza wykazują działanie fizjologiczne, przy stężeniu, co najmniej 5 mg żelaza na litr wody teraz ten próg obniżono do 1 mg/litr, ale i tak takich wód spełniających te kryteria jest tylko kilka.

 Nie ma natomiast, co szukać w wodach potasu, który istotnie jest bardzo potrzebny organizmowi, zwłaszcza do prawidłowego funkcjonowania serca. Przez wiele lat władze sanitarne uparcie żądały deklarowania na etykietach zawartości potasu, co tworzyło kolejny mit. Jadąc kiedyś pociągiem współpasażer chwalił się, że ma serce jak dzwon, bo pije wodę z potasem. Zapytałem go a jaka to woda? Kiedy wymienił je nazwę, powiedziałem mu że w takim razie musi żyć tysiąc lat. Ucieszył się, ale też zdziwił; a to, dlaczego zapytał? Bo żeby ten potas zadziałał w Pana organizmie to musi Pan tyle lat tą wodę pić. Wymieniona woda ma w jednym litrze około 15 mg potasu i przy dziennym zapotrzebowaniu organizmu na ten składnik mineralny wynoszącym około 3000 mg, pijąc nawet 2 litry takiej wody można by zaspokoić zapotrzebowanie organizmu na ten pierwiastek zaledwie w 1 %. Poza tym w normalnej zrównoważonej diecie jest zazwyczaj wystarczająca podaż tego pierwiastka. Czasem trzeba go w stanach chorobowych uzupełniać lekami, ale na pewno nie wodą. Nie było to takie oczywiste, bo znów chciano go wprowadzić do przepisów o wodach mineralnych jako składnik charakterystyczny. Chyba udało się przekonać, że jest to nonsens, bo znów odżyłby ten potasowy mit.

 Kolejnym mitem jest twierdzenie, że należy pić przede wszystkim wodę niegazowaną. Po pierwsze woda gazowana nie szkodzi zdrowemu człowiekowi a tylko w niektórych przypadkach należy jej unikać z określonych powodów zdrowotnych. Przede wszystkim przy nadkwasocie, zaburzeniach trawienia, przy chorobie gardła i strun głosowych. Natomiast woda gazowana drażniąc kubki smakowe w jamie ustnej powoduje uczucie orzeźwienia i to wpływa na lepsze samopoczucie i gaszenie pragnienia w przeciwieństwie do wody niegazowanej, która jest po prostu mdła. Ale to jest kwestia gustu, nad którym nie powinno się ponoć dyskutować. Nie należy jednak z tego powodu tworzyć jakiś pseudonaukowych zaleceń dietetycznych. Ale co tu jest najważniejsze w tej kwestii z punktu widzenia zdrowotnego często się jest pomijane i niedoceniane. Mianowicie to, że woda gazowana jest bardziej pewna pod względem bakteriologicznym aniżeli niegazowana. W wodzie niegazowanej łatwiej rozwija się flora bakteryjna aniżeli w wodzie z dwutlenkiem węgla, który ma działanie bakteriostatyczne i nie dopuszcza do mnożenia się bakterii. I takie też pozytywne działanie dla zdrowia maja wzgardzone przez niektórych bąbelki w wodzie. Ale też bez przesady, wystarczy by było ich w litrze około 1000mg i spełnią swoją pozytywną rolę. Czasem jest ich rzeczywiście trochę za dużo, ale zawsze można prostym sposobem ich się pozbyć, nawet bez specjalnych instrukcji.

 

W ostatnich kilku latach bardzo popularne stały się butelkowane naturalne wody źródlane. I bardzo dobrze, bo są one alternatywą, dla często nie najlepszej jakości wody wodociągowej, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie czerpie się ją z ujęć powierzchniowych i jest do tego chlorowana Mają one swoją cenną wartość, bo pochodząc ze złóż podziemnych izolowanych od czynników zewnętrznych, są bakteriologicznie czyste, nie posiadają szkodliwych składników, ale też prawdą jest, że nie posiadają takiej ilości składników mineralnych, które miałyby znaczenie dla organizmu człowieka. Wymagania chemiczne butelkowanych wód źródlanych, o czym się powszechnie nie wie, są obecnie takie same jak dla innej wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi a więc i takie same jak wody płynącej z kranu. Czasem bywa też tak, że ta woda z kranu, mimo że jest kranówką jest lepsza aniżeli woda butelkowana i nawet czasem smaczniejsza. I to jest niestety prawda. Woda źródlana nie mając odpowiedniej ilości składników mineralnych nie powinna udawać wody mineralnej. I dlatego bardzo szkodliwą, utrwaloną już niestety praktyką, jest podawanie na etykietach wód źródlanych wykazu składników mineralnych. Nie pisze się oczywiście już jak kiedyś, że jest to woda mineralna, ale poprzez sugestie wciska się konsumentowi w podświadomość, że taka ta woda jest, bo przecież minerały ma. Że jest ich tyle, co kot napłakał to już inna sprawa. I taka sugestia tworzy kolejny, indywidualny mit rzekomej wody mineralnej. Majstersztykiem w tym zakresie była kampania reklamowa napojów z mikroelementami. Na etykietach tych napojów wymieniono wielkimi literami kilka składników mineralnych, które znajdowały się w zwykłej wodzie używanej do produkcji. A że były to maleńkie, wręcz śmieszne i nic nie znaczące ilości na to nikt przez kilka lat nie zwrócił uwagi. Napoje te jako rewelacyjne, polecali nawet żywieniowcy utrwalając ten mit. Wody źródlane nadają się doskonale do przyrządzania napojów i gotowania potraw, ale do bezpośredniego picia lepsze dla zdrowia są wody mineralne i mineralizowane.

 

Wody mineralizowane, wzbogacone w najbardziej potrzebne organizmowi składniki mineralne, przede wszystkim magnez i wapń, są bardzo cennym elementem profilaktyki zdrowotnej. Wody te mogą być bardzo ważnym uzupełnieniem diety zwłaszcza w rejonach gdzie nie występują naturalne wody mineralne. Ponadto posiadają one z reguły tak dobrane ilości poszczególnych składników mineralnych, że nie ma poza tymi najważniejszymi, innych składników, które mogłyby powodować zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu np. wodorowęglanów. Takie wody są wodami twardymi, i są bardzo korzystne dla serca. Osoby, które piją, na co dzień twardą wodę, czyli zawierającą dużo magnezu i wapnia chronią swoje serce przed zawałem. A przeprowadzone niedawno w Finlandii badania wykazały, że u osób po zawałach serca pijących twardą wodę rzadziej występowały ponowne ataki serca. Wody mineralizowane, czyli wzbogacone w składniki mineralne produkowane są z wód głębinowych i nie mają nic wspólnego z kranówką, jak niektórzy sądzą. A jest to kolejny bardzo szkodliwy mit, bo wody te służą zdrowiu. Może jest to wynikiem bardzo niefortunnej nazwy, jaką jej przypisano. Oficjalnie nazywa się je wodami stołowymi, co niektórym kojarzy się ze złej sławy innymi produktami stołowymi. I to jest niestety kolejny mit. Nazwa jest nieco dziwaczna, bo kiedyś wody mineralne dzielono na lecznicze i stołowe. I ten podział był jasny i zrozumiały, bo określał funkcje wody. Teraz skoro zrezygnowano z takiego podziału to nazwa ta jest pozbawiona sensu. Sensowniej byłoby chyba nazwać taki produkt wprost: woda mineralizowana, albo woda wzbogacona w składniki mineralne i wtedy wszystko byłoby jasne. Teraz to jest taki rebus z jednym elementem.

 

Najwięcej mitów dotyczących wszystkich rodzajów wód zapisanych jest na etykietach, różnych ulotkach i folderach reklamowych oraz w internecie. Mity te przepisują autorzy wywodów o wodach w prasie, traktując to jako temat miły, lekki i przyjemny i pogłębiają tym i tak spore zamieszanie w tym temacie. Najbardziej wiarygodne informacje na ten temat pochodzą z uzdrowisk, chociaż i tam zdarzają się niezbyt prawdziwe zapisy. Natomiast producenci zwykłych wód źródlanych prześcigają się w zachwalaniu swego produktu przepisując jeden od drugiego informacje pochodzące pierwotnie z uzdrowisk, a pasujące do ich wód jak pięść do nosa. Porównanie może nie zbyt sympatyczne, ale producenci sami sobie strzelają gola do własnej bramki, bo kto cokolwiek wie na ten temat to śmieszyć go może taka opinia, jaką przeczytać można o jednej najzwyczajniejszej wodzie, mającej w sumie niespełna 400 mg składników mineralnych a więc prawie nic. Taki produkt jest po prostu sfałszowany a producent niewiarygodny. Woda ta : zalecana jest rekonwalescentom dla uzupełniania kuracji, osobom pracującym ze wzmożonym wysiłkiem fizycznym, w celu uzupełnienia gospodarki mineralnej organizmu, jak również ludziom narażonym na stres i duże wycieńczenie psychiczne, ułatwia trawienie, pobudza apetyt, przyspiesza przemianę materii, poprawia samopoczucie. Po przeczytaniu takiej opinii można doznać wycieńczenia psychicznego, zwłaszcza, że woda badana jest jak podaje producent przez BALON PROJEKT. I takimi to mitami robi się konsumentów w balona!

 

Bardzo często producenci opisują w swoich reklamach znaczenie dla organizmu człowieka składników mineralnych, których w ogóle nie ma w ich wodach, albo dodają w różnych odmianach słowo wiążące się z minerałami, co ma sugerować zawartości składników mineralnych, oczywiście znaczącą, których w tych wodach są nic nie znaczące śladowe ilości. Ulubionym zwrotem bardzo często eksploatowanym na etykietach i w reklamie jest twierdzenie, że woda zawiera składniki mineralne w optymalnych proporcjach, niezależnie od tego jakie są ich ilości i jakie są rzeczywiści te proporcje, o których producenci jak z tego wynika nie mają zielonego pojęcia. I to nie jest nawet mit a po prostu ignorancja. Jedna z bardzo poważnych firm zastrzegła sobie nawet w Urzędzie Patentowym taki znak towarowy; „N............. doskonałe proporcje minerałów wapń magnez.” Woda, o którą chodzi posiada w jednym litrze tylko 23 mg magnezu, (czyli prawie nic) i 120 mg wapnia a więc w proporcji, około 1:5 kiedy prawidłową proporcją w tym względzie jest proporcja 1:2. Śmiać się czy płakać, bo nie wiadomo czy to jest tupet czy głupota. Najczęściej pojawiające się we wszelkiego rodzaju opisach wód na etykietach i w reklamach przymiotniki to: niezwykła, nadzwyczajna unikalna, wspaniała, doskonała, bogata, idealna, wyjątkowa, niepowtarzalna, zharmonizowana, i są to mity, mity, mity, bo tak naprawdę to najczęściej w tak właśnie opisywanych wodach trudno dopatrzyć się tych cech. Inną cechą wielu wód, która ma je nobilitować jest to, że pochodzą z rejonu jakiegoś parku, najczęściej krajobrazowego. Nie ma to większego znaczenia dla jakości wody, ale jak niema innych argumentów to i taki mit w reklamie może kogoś olśnić. Prawdą jest, że jest to może najmniej szkodliwy mit.

 

Coraz częściej na etykietach wód butelkowanych można przeczytać różnego rodzaju rekomendacje. Zamiast podnosić tym sposobem wartość wody często deprymują instytucje i osoby udzielające tych rekomendacji. Ale prawda jest taka, że konsumenci wierzą w takie opinie, które najczęściej nie wynikają z walorów, jakie posiada dana woda, tylko chyba z ilości pieniędzy na sponsorowanie instytucji, która takie opinie wydaje. Najczęściej rekomendowane są wody przez specjalistów reprezentujących kardiologie i najczęściej rekomendują oni wody, które nie są sprzyjające sercu, bo są wodami miękkimi i posiadają znikome ilości składników mineralnych. Jedna z poważnych instytucji rekomenduje jako wyjątkową... zwykłą wodę źródlaną, która jest źródłem życiowej siły z powodu tego, że jest czysta bakteriologicznie i produkowana w odpowiednich przewidzianych prawem warunkach. Jest to, co najmniej dziwne, bo każda woda mineralna musi być czysta bakteriologicznie i produkowana zgodnie z prawem, a czy ma jakieś znaczenie zdrowotne to już raczej rzecz dyskusyjna.  Ale to już nie byłoby takie dyskusyjne gdyby dalej obowiązywała ustawa o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia uchwalona 11 maja 2001 roku przez Sejm RP, w której w artykule 24 zapisano, że opakowania jednostkowe środków spożywczych powinny zawierać informacje dotyczące .....właściwości zapobiegania i lub wspomagania leczenia chorób przez......naturalne wody mineralne i naturalne wody źródlane. Zapisu takiego nie było we wcześniejszych projektach ustawy ani w innych czasopismach. Skąd się wzieły tam wody źródlane i komu na tym zależało i kto, do kogo przyszedł w tej sprawie na razie nie wiadomo. Sprawa na tyle była kompromitująca, że szybko ją rozmyto poprzez poprawkę do ustawy z dnia 24 lipca 2002 roku, w której już niema tego zapisu. No i chyba popełniono bład, bo teraz przy takiej bryndzy w służbie zdrowia nie trzeba by było dopłacać do lekarstw, bo można by leczyć pacjentów naturalna wodą źródlaną. Byłby to mit ponad wszystkie mity.

 

Mitem na skale światową jest fama o doskonałych mineralnych wodach francuskich. Oczywiści i Polacy go kupili, bo jakże przecież to produkt zagraniczny. Nie ma natomiast nic rewelacyjnego w tych wodach poza ceną kilkakrotnie większą od takich samych a właściwie pod względem zawartości składników mineralnych lepszych wód polskich! Jedyną wartością tych wód mogłaby być reklamowana nieskazitelna czystość. Ale czy naprawdę? Przed laty prasa donosiła, że duże partie wód francuskich musiano wycofać ze sprzedaży w Stanach Zjednoczonych i Japonii z powodu niewłaściwej ich jakości. Producenci francuskich wód mineralnych, zapowiedzieli w latach 90 minionego wieku procesowanie się z Polską Partia Zielonych, która kwestionowała jakość ich wód. Ale po zbadaniu przez Sanepid okazało się, że nawet te najbardziej renomowane miały tyle drobnoustrojów, że mogły spowodować zaburzenia żołądkowe. Wody francuskie, które można kupić w polskich sklepach mają bardzo mało składników mineralnych; od 110 do 200 mg w litrze, a więc są bliższe pod tym względem wodzie destylowanej, albo deszczówce, która może mieć nawet do 60 mg składników stałych na 1 litr, aniżeli polskim wodom mineralnym. Jedna z tych renomowanych wód ma zaledwie w 1 litrze 6 (słownie sześć) mg magnezu i 10,5 mg wapnia!  We Francji jest bardzo mało źródeł prawdziwej wody mineralnej, dlatego poprzez reklamę wylansowano te zwykłe wody wmawiając konsumentom, że jest to woda mineralna, bo pochodzi z pod ziemi. Pierwszą kampanię reklamującą te wody rozpoczęto już w 1870 roku i do dzisiaj siła jej a nie wartość wody jest sukcesem producentów. W reklamie zwraca się uwagę, że wody te doskonale nadają się do przygotowywania posiłków dla niemowląt i sporządzania drinków z whisky, bo nie zakłócają równowagi mineralnej i nie zmieniają smaku. I to jest jedyna prawda. Natomiast pisanie, że taka woda zalecana jest dla sportowców przed, podczas i po wysiłku fizycznym prosi się o pomstę do nieba, bo to może jedynie zaszkodzić a nie pomóc. Może dlatego tak często francuscy sportowcy przegrywają na stadionach i strzelają sobie samobójcze bramki. Są też pogłoski, że nie wszystkie źródła pokrywają w pełni zapotrzebowanie na wodę, zwłaszcza w upalne lata, i ich warstwy wodonośne zasila się wodami z pobliskiego jeziora. Ale może to są mity i plotki, które rozsiewa konkurencja.

 

Podobnie jest z wodami niemieckimi i włoskimi, które nazywają się wodami mineralnymi, lecz nie posiadają znaczącej dla organizmu człowieka ilości składników mineralnych. Z ich czystością bakteriologiczna tez nie jest tak wesoło. Z przebadanych przez Zakład Higieny Komunalnej Państwowego Zakładu Higieny importowanych wód butelkowanych pochodzących z 10 znanych firm zachodnich – na 50 próbek aż 40% miało przekroczoną liczbę 500 komórek bakterii w 1 ml w temperaturze 20º C. W niektórych przypadkach ogólna liczba bakterii w 20º C sięgała 104 w 1 ml.

 

Co ambitniejsze czasopisma w sezonie letnim kuszą się na rankingi i testy wód butelkowanych. W jednym z ostatnich numerów polskiej edycji światowego czasopisma opublikowano test wód niegazowanych, w którym dokonano analizy jakości w czterech kluczowych kategoriach, ale pominięto w ocenie te cechy wody, które mają zasadnicze znaczenie dla funkcji, jakie powinna spełnić woda dla organizmu. Zwyciężyła oczywiście światowa woda francuska, pomimo że daleko jej pod względem zawartości minerałów do polskich wód uczestniczących w tej ocenie. Inny test o jakości wody preferował zaś kształt butelki, do jakiej była rozlewana. Może to i ważne ze względu na tak zwaną chwytność butelki, ale nie od tego zależy spełnienie funkcji dla organizmu, jakie są przypisane wodzie mineralnej.

 

Jednym wielkim mitem statystycznym jest ilość wypijanej wody mineralnej. Z początkiem lat dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku upajano się wiadomościami jak to gwałtownie rośnie konsumpcja wód mineralnych w naszym kraju. Według niektórych publikacji w ciągu pięciu lat nastąpił trzykrotny statystyczny wzrost spożycia wód mineralnych w Polsce, z około 10 litrów do 30 litrów na 1 mieszkańca. Tylko nikt nie brał pod uwagę tego, że ten wzrost nie wynikał z odkrycia jakiś nowych źródeł, czy zwiększonej produkcji wody mineralnej w uzdrowiskach, tylko z prostego a właściwie prymitywnego zabiegu administracyjnego zrównującego zwykłą wodę z wodą mineralną. Porównuje się także w statystyce ilość wypitej wody mineralnej przez różne nacje, tylko nikt nie bierze pod uwagę tego, że francuskie, włoskie i niemieckie wody mineralne tak naprawdę są wodami mineralnymi tylko z nazwy. A porównywanie poziomu produkcji wody butelkowanej, w różnych krajach świadczy jedynie o uprzemysłowieniu dystrybucji wody a nie zbawiennym jej wpływie na zdrowie społeczeństwa.

 

W Polsce wytwarza się kilkaset wód butelkowanych, z tego tylko około 30 prawdziwych wód mineralnych oraz kilka wzbogaconych w składniki mineralne wód mineralizowanych, które przy systematycznym piciu mogą spełniać funkcje profilaktyczno zdrowotne. Dla potrzeb własnego organizmu trzeba je dobierać według funkcji, jakie spełniają poszczególne składniki mineralne. Znając potrzeby własnego organizmu można dobrać sobie taką wodę, która pomoże uzupełnić braki tych składników mineralnych, których najbardziej potrzebuje nasz organizm lub korzystnie wpływać będą na nasze zdrowie i samopoczucie. Jeżeli zaś nie jesteśmy od razu pewni, który rodzaj wody jest nam najbardziej sprzyjający, to najlepiej pić różnego rodzaju wody obserwując ich działanie na nasz organizm.

 

Dlatego kupując dla siebie i swojej rodziny wodę mineralną trzeba kierować się przede wszystkim ilością poszczególnych składników mineralnych zawartych w wodzie i dobierać ją do swoich indywidualnych potrzeb. Kierując się tym, na pewno już po niedługim czasie zauważycie zmiany w swoim zdrowiu i samopoczuciu. Mniej podatni będziecie na stresy pijąc wodę o dużej ilości magnezu i wapnia. Ustąpią dolegliwości żołądka, gdy będziecie pić wodę o właściwie dobranej ilości wodorowęglanów. Wykonując ciężką pracę i w dni upalne poczujecie się lepiej pijąc wodę o zwiększonej zawartości soli, natomiast cierpiący na nadciśnienie złagodzą swoje dolegliwości ograniczając picie wody zawierającej zbyt duże ilości sodu.

 Napewno, nie zwracaliście na te sprawy większej uwagi - bo przecież woda to taki pospolity napój a jak chce się pić to wystarczy że jest ...  mokra!

                                                                                                                   t.wojtaszek@ptmag.pl   



                                                                            

Top