Krakowskie zdroje

  


SOBOTA, 23 lutego 2008

Pejzaż ze studnią

Tadeusz Wojtaszek

Krakowianka” i uliczne zdroje 

 
Kraków stoi na wodzie mineralnej. Tak wspaniałych wód podziemnych nie ma żadne miasto w Polsce. Nie dość, że zasobne, to jeszcze chronione grubymi warstwami geologicznymi przed skażeniami zewnętrznymi.

Pracownik miejskich wodociągów oberwał parasolką od krewkiej mieszkanki Krakowa kiedy tłumaczył jej, że nie należy pić wody z artezyjskiej studni. Rzeczywiście woda ta nie nadaje się do celów spożywczych, bo podczas cyklicznych badań pracownicy sanepidu wykryli w niej m.in. bakterie coli. Maria Bieryło, kierowniczka Oddziału Higieny Komunalnej przy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, potwierdza, że takie sytuacje już się zdarzały. Ale nie powinny się zdarzać!

Nie wiadomo do końca, kto jest jest właścicielem i administratorem krakowskich studni artezyjskich. Powstały na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i zostały sfinansowane przez urząd wojewody krakowskiego, którym był ówcześnie Tadeusz Piekarz. Walnie przyczynili się do realizacji tego projektu: Jerzy Werdz, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska i Olga Rapacz -Król główny geolog województwa. Ideę zaopatrywania mieszkańców Krakowa w dobrej jakości wody głębinowe głosił już w latach osiemdziesiątych prof. Antoni Kleczkowski wybitny hydrogeolog i rektor Akademii Górniczo Hutniczej.

- Kraków stoi na wodzie mineralnej - przekonywał wtedy prof. Kleczkowski. - Tak wspaniałych wód podziemnych nie ma żadne miasto w Polsce. Nie dość, że zasobne, to jeszcze chronione grubymi warstwami geologicznymi przed skażeniami zewnętrznymi, zarówno przed bakteriami jak też przed szkodliwymi związkami chemicznymi znajdującymi sie na powierzchni ziemi np. azotynami.

Krakowskie zdroje czerpią wodę z wapieni powstałych w okresie górnej jury inaczej zwanym oxfordem, czyli przed 160 – 135 milionami lat. Górna powierzchnia warstwy wodonośnej znajduje się na głębokości 54 – 68 metrów pod grubą warstwą izolacyjną iłów. Ujęcia głębinowe, którymi wypływa woda w krakowskich studniach artezyjskich sięgają od 80 do 100 metrów. Woda ze złoża ma około 10 tysięcy lat, a więc jej wiek sięga schyłku epoki lodowcowej. W tych odległych czasach nie było mowy o skażeniach antropogenicznych, czyli spowodowanych przez człowieka.

Niemożliwe jest też, by zanieczyszczenia wody przedostały się do podziemnych pokładów wodonośnych. Przyczyna musi tkwić w czym innym. Najprostszym wytłumaczeniem jest stan techniczny rur doprowadzający wodę z głębi ziemi. Woda powoduje korozję tych metalowych elementów, wewnątrz których tworzy się po latach warstwa szlamu, który jest doskonałym siedliskiem dla bakterii, dostających się z powierzchni lub z płytszych warstw ziemi przez zniszczone urządzenia zdrojów.

Próbowaliśmy ustalić, kto jest właścicielem i zarządcą krakowskich studni artezyjskich. Można by przypuszczać, że miejskie wodociągi, ale rzecznik tego przedsiębiorstwa Piotr Ziętara zaprzecza.

Urządzenia podobnie jak i działki na których się znajdują nie stanowią własności naszego przedsiębiorstwa – twierdzi Ziętara - bo nikt nam ich nie przekazał. Zresztą misją naszego przedsiębiorstwa jest zbiorowe zaopatrywanie ludności w wodę i odprowadzanie ścieków, a te studnie nie wchodzą w ten system. Ktoś kiedyś zlecił nam bieżący nadzór eksploatacyjny i jakoś to do nas przylgnęło. Nie dostaliśmy na to żadnych środków ani nie otrzymujemy żadnej zapłaty za remonty. Po prostu firma nasza robi to niejako w czynie społecznym, ale nie możemy inwestować pieniędzy w cudze obiekty.

Zarząd Gospodarki Komunalnej odcina się zdecydowanie od tego problemu. Jacek Bartlewicz rzecznik tej instytucji twierdzi, że jego firma nie ma nic wspólnego ze studniami artezyjskimi centrum Krakowa, jedynie w kręgu jej zainteresowania są trzy studnie awaryjne w Nowej Hucie.

Niezorientowani w tych zawiłościach prawno-własnościowych użytkownicy studni swój żal kierują do Sanepidu, zamykajacego im dostęp do wody.

- My też mamy utrudnione działanie, ponieważ nie możemy wydać żadnej decyzji administracyjnej w tej sprawie – mówi Barbara Paluch z Działu Monitoringu Wody Powiatowej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej – bo nie jest znany właściciel obiektu. Możemy tylko poinformować MPWiK o stanie sanitarnym wody i jej przydatności do spożycia, a firma ta z własnej dobrej woli informuje o tym potencjalnych użytkowników studni.

Zdenerwowanie użytkowników zdrojów jest uzasadnione. Złorzeczy się winnym i niewinnym, zrywa tabliczki informacyjne i niestety dewastuje też urządzenia czerpalne. Przed laty, kiedy je uruchamiano, informowano powszechnie o wspaniałych walorach wód z tych artezyjskich ujęć. Nie dość, że sama z nieprzymuszonej woli wypływa spod ziemi, to nie zawiera żadnych chemikaliów, zwłaszcza fenolu, którym przez wiele lat cuchnęła krakowska woda wodociągowa, to jeszcze ma takie bogactwo składników mineralnych – że jest samym zdrowiem. Ludzie w to uwierzyli.

Przed „wodopojami” jak niektórzy je nazywali, ustawiały się kolejki ludzi, szczęśliwych, że mają wreszcie dostęp do wspaniałej wody.

Profesor Julian Aleksandrowicz, wybitny lekarz i ekolog, którego stulecie urodzin obchodzimy w tym roku, twierdził, że zdrowie, a nawet życie każdego człowieka w dużej mierze zależy od jakości i rodzaju wody, jaką na co dzień pije. Dawał przy tym przykład Gruzinów, którzy pijąc twardą wodę, bo taką mają, dożywają sędziwego wieku i mniej chorują na choroby miażdżycowe niż inne narody oraz Finów, którzy pijąc miękkie wody polodowcowe, najczęściej w Europie umierali na zawał serca i to w młodym wieku. Prof. Aleksandrowicz napisał w tej sprawie list do prezydenta Finlandii Urho Kekkonena, który zlecił opracowanie kompleksowego programu zaradczego i tak powstał projekt profilaktyczny pod nazwą Nord Kareliia, w którym uwzględniono również uzupełnianie wody składnikami mineralnym. W ciągu 25 lat tej kampanii liczba zgonów z powodu chorób serca i naczyń krwionośnych w Północnej Karelii zmniejszyła się o 75 proc. Projekt realizował prof. Pekka Puska obecnie jeden z dyrektorów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). I tu trzeba wspomnieć też o drugim akcencie krakowskim w tej sprawie. Współpracownikiem prof. Puski jest prof. Andrzej Lewenstam, nasz rodak mieszkający od wielu lat w Finlandii, wykładowca na Uniwersytecie Abu Turku i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Profesor Lewenstam mówił o fińskich doświadczeniach, na konferencji „Woda dla zdrowia” jaką zorganizowało w Krakowie Polskie Towarzystwo Magnezologiczne im. prof. J. Aleksandrowicza w maju 2006 r. Niestety nikt z władz nie pofatygował się by wysłuchać takich ważnych informacji.

W Krakowie mamy dwanaście zdrojów. Pierwsze i najbardziej znane to „Nadzieja” przy ul. Podchorążych, „Królewski”, w parku Krakowskim, „Lajkonik” przy ul. Kościuszki, „Jagielloński” na pl. Sikorskiego, i „Dobrego Pasterza” przy. ul. Majora. Powstały w latach 1990-1993, po tym, jak we wcześniejszych latach rozpoznawano podłoże Krakowa, w związku z planami budowy metra. Wody w tych studniach należą do tzw. akratopegów, czyli wód o mineralizacji od 500 do 1000 mg/l składników mineralnych. A więc nie są to już „wody słodkie”, w obecnej nomenklaturze handlowej zwane „wodami źródlanymi” i jeszcze nie „wody mineralne”, ale już blisko nich. Zawierają od 719 do 968 mg składników mineralnych i należą do grupy wód twardych. Pod tym względem są o wiele lepsze niż niż niejedna woda butelkowana, nazywana przez producenta, „wodą mineralną”. Wystarczy porównać etykiety.

Kilka z nich posiada znaczące ilości magnezu mogące zaspokoić z jednego litra około 15 procent dziennego zapotrzebowania organizmu na ten pierwiastek. Magnez bierze udział w 300 procesach biochemicznych na około 600, jakie w każdej sekundzie przebiegają w naszym organizmie. Dlatego jest on tak ważny dla naszego zdrowia, a przede wszystkim dla serca i mózgu. Systematyczne picie i używanie do sporządzania posiłków takiej wody - to stały przypływ magnezu, którego najwięcej brakuje nam w diecie. Wody te zawieraj też sporo siarczanów; od 200 do 300 mg w litrze, wspomagają one przemianę materii. Zawarty w nich wapń w ilości do 100 mg/l też uzupełnia niedobory tego pierwiastka w organizmie. Wody mają umiarkowaną zawartość sodu i chlorków oraz niewielką ilość wodorowęglanów, które w tej ilości są obojętne dla organizmu. Świadomi tego krakowianie, a zwłaszcza krakowianki mocno się denerwują że nie mogą czerpać swojej ulubionej zdrowej wody.

Przy tej okazji wrócił też problem doskonałej wody mineralnej „krakowianka”, ze źródła na Matecznym. Kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych nastąpił zalew rynku wszelkiej maści wodą pseudomineralną, „krakowianka” nie wytrzymała tej konkurencji i rozlewnia padła. Teraz krakowianie przypominają sobie, jaka to była wspaniała woda - na wszystkie dolegliwości, a zwłaszcza na kaca. Trzeba powiedzieć, że mieli rację. Alkohol wypłukuje z kory mózgowej magnez i - tak jak mówił prof. J. Aleksandrowicz - tracimy poczucie zdrowego rozsądku, bo mózg ułomnie pracuje. Dlatego też proponował stosowanie magnezu w leczeniu choroby alkoholowej. Są jednak poważniejsze powody aby woda z Matecznego stała się dostępna mieszkańcom Krakowa. Przede wszystkim dzięki jej naturalnemu pochodzeniu, pierwotnej czystości i doskonałemu składowi mineralnemu nadaje się do zastosowania jej w ekologicznej profilaktyce zdrowotnej. Doskonały skład to mało, wręcz rewelacyjny: około 3000 mg/l składników mineralnych w tym: 100 mg magnezu i 200 mg wapnia, a więc jest to porcja która może uzupełnić brakującą ilość tych składników w przeciętnej diecie statystycznego Polaka. Idealny jest w niej stosunek Mg do Ca, wynoszący 1:2, co zapewnia najlepszą współpracę tych dwóch pierwiastków w procesach metabolicznych w organizmie. „Krakowianka” posiadała też około 1000 mg/l siarczanów, co jest niespotykane w innych wodach, a woda taka wykazuje bardzo dodatnie działanie na ustrój. Ma ona także korzystne działanie przy schorzeniach przewodu pokarmowego, co potwierdziły badania prowadzone w latach siedemdziesiątych przez prof. Stanisława Kirchmayera kierownika Kliniki Gastroenterologicznej Instytutu Medycyny Wewnętrznej Akademii Medycznej w Krakowie. W przeciwieństwie do innych wód wysokozmineralizowanych w wodzie tej było bardzo mało wodorowęglanów, poniżej dolnej granicy ich fizjologicznego oddziaływania, dzięki temu nie miały one działań alkalizujących, a więc mógł ją pić każdy bez względu na stan zdrowotny przewodu pokarmowego.

Mając więc takie zasoby dobrych wód, Kraków powinien rozwinąć profilaktykę zdrowotną w oparciu o ten wspaniały dar matki natury, który sam wypływa z ziemi. Niestety, jak dotychczas te artezyjskie zdroje stoją w większości nieczynne, a wspaniała woda mineralna ze źródeł na Matecznym, płynie bezużytecznie do Wisły. Serce, które potrzebuje magnezu zawartego w tej wodzie - krwawi! W Warszawie, gdzie mieszkańcy korzystają z licznych studni, w których czerpie się wodę z piasków okresu oligoceńskiego, trzeba ją wydobywać za pomocą pomp, a tu sama wypływa z ziemi. Władze miasta Krakowa, powinny poważnie zająć się sprawą krakowskich zdrojów...

Autor jest ekspertem ds. wód mineralnych Polskiego Towarzystwa Magnezologicznego im. prof. Juliana Aleksandrowicza. Członkiem Prezydium ZG PTMag. Pytania można kierować na adres: t.wojtaszek@ptmag.pl

Skomentuj ten artykuł na forum >>>


Top